(4/10 - poniżej oczekiwań)
OPIS WYDAWCY:
W roku 1912 nastepuje Cud : z map znika cała Europa, a na jej miejscu powstaje Darwinia, pierwotna kraina porośnieta lasami rodem z sennych koszmarów. Dla jednych Cud to kara boska, dla innych doskonała okazja, by powiększyć swe mocarstwowe wpływy i zdobyć nowe kolonie. Gdy Ameryka wypowiada wojnę pozostałościom Anglii, a na świecie zaczynają działać nieśmiertelni opanowani przez demony, Amerykanin Guilford Law przebywa na kontynencie z ekspedycją badawczą. Misja zawiedzie go dalej, niż mógłby się spodziewać - do odkrycia wstrzasającej prawdy o losach ludzkości we wszechświecie...
MOIM ZDANIEM:
Cóż, do książki podeszłam jak do jeża. Pomyślałam, "Kupiłam, to już ją przeczytam". Obrazek z okładki mnie zachwycił, podziwiam talent rysownika. Na książkę nie miałam szczególnej ochoty. Zaczęłam jednak czytać. Prolog. Bla bla bla... Pierwsze rozdziały... narysowała mi się historia:
Europa zniknęła, na jej miejsce pojawiła się dzika, niepoznana dżungla, z nieznaną roślinnością i zwierzętami, rządząca się obcymi, niezrozumiałymi prawami. Wszystkich ludzi ze starej Europy szlag trafił. Ci co przeżyli, zamieszkujący inne części świata próbują odkryć co się do cholery stało? Jak to? Cały kontynent zmienił się w las w ciągu ułamka sekundy? z USA wyrusza więc ekspedycja tzw. ekspedycja Fincha, która przekonana jest iż odkryje prawdę o nowej krainie, o Darwinii... Jak bardzo jednak ich pierwotne przypuszczenia mijają się z prawdą!
Powiem tak, początek, jak to początek nudnawy - poznajemy po kolei uczestników wyprawy, poznajemy zakamarki Darwinii. Gdzieś w połowie książki zawiązuje się akcja - coś zaczyna się dziać, robi się ciekawie, okazuje się, że wszystko jest nieźle namieszane i pokręcone. Problem pojawia się znów pod koniec książki - w wyjaśnieniu - bo i owszem, autor dość skrupulatnie wytłumaczył co zaszło, jednak zrobił to tak nadmuchanym językiem, przepełnionym określeniami rodem z polskich podręczników akademickich, że dla osoby nie zaznajomionej z zaawansowaną fizyką, nie znającą skomplikowanych określeń, wyjaśnienia okazały się niemożliwe do zrozumienia! Szczerze, to jakby ta historia nie była ciekawa i wymyślna, to niemożność dokładnego zrozumienia wytłumaczenia odbiera jakby sens jej czytania.
Także ogólnie ok, ale ciężko doszukać się tu sensu, a za to ogromny minus.
Polecam fanom sf i tęgim umysłom :)
Europa zniknęła, na jej miejsce pojawiła się dzika, niepoznana dżungla, z nieznaną roślinnością i zwierzętami, rządząca się obcymi, niezrozumiałymi prawami. Wszystkich ludzi ze starej Europy szlag trafił. Ci co przeżyli, zamieszkujący inne części świata próbują odkryć co się do cholery stało? Jak to? Cały kontynent zmienił się w las w ciągu ułamka sekundy? z USA wyrusza więc ekspedycja tzw. ekspedycja Fincha, która przekonana jest iż odkryje prawdę o nowej krainie, o Darwinii... Jak bardzo jednak ich pierwotne przypuszczenia mijają się z prawdą!
Powiem tak, początek, jak to początek nudnawy - poznajemy po kolei uczestników wyprawy, poznajemy zakamarki Darwinii. Gdzieś w połowie książki zawiązuje się akcja - coś zaczyna się dziać, robi się ciekawie, okazuje się, że wszystko jest nieźle namieszane i pokręcone. Problem pojawia się znów pod koniec książki - w wyjaśnieniu - bo i owszem, autor dość skrupulatnie wytłumaczył co zaszło, jednak zrobił to tak nadmuchanym językiem, przepełnionym określeniami rodem z polskich podręczników akademickich, że dla osoby nie zaznajomionej z zaawansowaną fizyką, nie znającą skomplikowanych określeń, wyjaśnienia okazały się niemożliwe do zrozumienia! Szczerze, to jakby ta historia nie była ciekawa i wymyślna, to niemożność dokładnego zrozumienia wytłumaczenia odbiera jakby sens jej czytania.
Także ogólnie ok, ale ciężko doszukać się tu sensu, a za to ogromny minus.
Polecam fanom sf i tęgim umysłom :)
MATERIAŁY DODATKOWE:


