(5/10) - OK
OPIS WYDAWCY:
A było to tak: trzysta lat temu pewna dziewczyna napisała pamiętnik, jego kartki zaszyła w kołdrze, gdzie przeleżały aż do XX wieku, gdy przypadkowe ręce rozpruły stare szwy i znalazły zapiski. Na ich podstawie powstała książka "Dziecko czarownicy".
Klątwy, magiczne siły, tajemnicze zjawiska - to stałe elementy życia nastoletniej Mary Newbury, która ciągle musi udawać, że jest taka jak jej rówieśniczki. Nikt nie może dowiedzieć się przecież, że jest... czarownicą. Sąsidzi wierzą, że wiedźmy rzucają uroki i dlatego trzeba je zabijać. Taki los spotkał babkę dziewczyny, żeby więc ratować swoje życie, Mary decyduje się na ucieczkę z Anglii aż do dalekiego nowego kraju - dzisiejszych Stanów Zjednoczonych. Tam jednak przekonuje się, że ludzka głupota jest wszędzie tak samo niebezpieczna.
MOIM ZDANIEM:
Książeczka krótka i malutka...
Pomysł ze znalezieniem notatek w kołdrze - ciekawy, pozwala uwierzyć, że ta historia naprawdę miała miejsce.
Książka jest napisana prostym językiem, dużo się tu nie dzieje - śledzimy cały czas losy Mary, wnuczki czarownicy spalonej na stosie. Żeby przeżyć Mary musi opuścić rodzinny kraj, ukochany domek, w którym mieszkała z babcią, porzucić swobodę życia wśród natury i wyjechać do zupełnie nowego świata z rodzinami zaściankowych, zupełnie pozbawionych tolerancji na odmienność i często głupich do bólu purytan. Jej życie zaczyna się toczyć według rytmu ustalonego przez boga, a właściwie przez pastora. Okazuje się, że Mary trafiła spod głupoty anglików pod głupotę nowych-anglików, wcale nie lepszych od tych starych.
Książka, choć dla młodzieży, porusza ważne problemy, takie jak: wolność osobista, jak granice ingerencji w czyjeś życie, jak emancypacja kobiet, jak nienawiść do tego co inne i nie nasze, jak strach przed nieznanym - strach, który może prowadzić nawet to uśmiercenia jego źródła. Ale te wszystkie pomysłu już gdzieś były, już ktoś to opisał wcześniej. Brakowało mi jakichś nowatorskich wniosków, odrobiny szaleństwa... tak książka jest poprawna i ok i raczej nic więcej. Można poczytać. Na jesienny wieczór będzie w sam raz :)
MATERIAŁY DODATKOWE:
Recenzja "Ostro ku łagodnemu"


