wtorek, 31 sierpnia 2010

"Wielki Marsz" (The Long Walk) Stephen King/Richard Bachman

(9/10) - Rewelacja




OPIS Z OKŁADKI:
"Mroczna, alegoryczna wizja przyszłości Stanów Zjednoczonych. Stu wybranych chłopców wyrusza w doroczny morderczy marsz - meta będzie tam, gdzie padnie przedostatni z nich. Tu nie ma miejsca na sportową rywalizację, ludzkie uczucia ani na zasady fair play, ponieważ gra toczy się o bardzo wysoką stawkę. Najwyższą z możliwych".

MOIM ZDANIEM:
Czytałam 10 lat temu. Zresztą, od tej właśnie książki zaczęła się moja przygoda ze Stephenem Kingiem. Muszę przyznać, że wybrałam sobie na początek jedną z jego najlepszych książek (nadal!). 

Książka zaczyna się niewinnie - ot syn i jego mama jadą samochodem; są z kimś umówieni; nie mogą się spóźnić; rozmawiają. Pamiętam szok, zdziwienie, złość - kiedy brnęłam dalej w treść i zaczynałam zdawać sobie sprawę do czego zaprowadzą mnie kolejne zdania. Wielki Marsz czyta się jednym tchem, niezależnie od pory dnia czy nocy ("Jeszcze tylko kilka zdań, tylko dokończę stronę"...). Po lekturze, kładąc się do łóżka czułam się jak najszczęśliwsza osoba na świecie - kurcze, mogłam wyciągnąć się wygodnie, a oni tam szli i szli i szli.... odczuwałam fizyczne zmęczenie, psychiczny niepokój, strach. Wspaniała, poruszająca książka! 

Jakże przewrotnie brzmi cytat z J. F. Kennedy'ego umieszczony na początku książki: "Zachęcam każdego Amerykanina do jak najczęstszych intensywnych spacerów. To nie tylko zdrowe, to frajda".
No i poszły chłopaki, na bardzo dłuuuugi spacer...

"TEMPO! TEMPO! GARRATY NUMER 47. Kochamy cię, Ray, synu stanu Maine!"  

MATERIAŁY DODATKOWE:
Podobna fabuła w: "Battle Royal"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...